W skrócie
- Policjant z warszawskiej drogówki wygrał proces o naruszenie dóbr osobistych.
- Sąd uznał, że publikowanie wizerunku funkcjonariusza w sieci dla zysku jest niedopuszczalne.
- Autor nagrania musi przeprosić policjanta i zapłacić zadośćuczynienie.
- Wyrok może stać się precedensem dla innych mundurowych.
Wizerunek funkcjonariusza publicznego podczas wykonywania obowiązków służbowych stał się przedmiotem ważnego rozstrzygnięcia sądowego. Sprawa dotyczy policjanta z warszawskiej drogówki, który zdecydował się skierować na drogę prawną przeciwko osobie publikującej jego nagrania w mediach społecznościowych. Funkcjonariusz argumentował, że jego twarz została wykorzystana w sposób naruszający prywatność, wyłącznie w celu budowania zasięgów i generowania wyświetleń, co w efekcie prowadziło do hejtu i nieuzasadnionych ataków pod jego adresem.
Sąd staje po stronie munduru
Sprawa, która toczyła się przed sądem cywilnym, zakończyła się wyrokiem korzystnym dla policjanta. Sędzia podkreślił, że choć funkcjonariusze publiczni muszą liczyć się z zainteresowaniem społecznym, nie oznacza to całkowitego przyzwolenia na dowolne wykorzystywanie ich wizerunku w sieci. Sąd uznał, że publikacja nagrań, które nie niosły ze sobą istotnego interesu społecznego, a służyły jedynie zdobyciu popularności przez twórcę kanału, przekroczyła granice prawa do krytyki.
W uzasadnieniu wyroku wskazano, że ochrona dóbr osobistych przysługuje każdemu, niezależnie od wykonywanego zawodu. Działania polegające na „polowaniu” na policjantów w różnych punktach Warszawy – od ścisłego centrum, przez główne arterie jak Wisłostrada czy Aleje Jerozolimskie, aż po osiedlowe ulice – z intencją prowokacji i późniejszej publikacji wizerunku, zostały uznane za naruszenie godności osobistej. Sąd nie miał wątpliwości: chęć zysku z reklam wyświetlanych przy filmach wideo nie może odbywać się kosztem spokoju funkcjonariusza.
Precedens dla warszawskich policjantów
Wyrok ten jest szeroko komentowany w środowisku policyjnym. Dla wielu funkcjonariuszy, którzy na co dzień mierzą się z agresywnymi nagrywającymi podczas kontroli drogowych, to sygnał, że nie są bezbronni. Zgodnie z decyzją sądu, pozwany twórca musi opublikować stosowne przeprosiny oraz wypłacić zadośćuczynienie finansowe. Kwota ta ma stanowić rekompensatę za stres i naruszenie prywatności, jakich doświadczył poszkodowany policjant.
Czy to koniec ery „łowców mandatów” nagrywających policjantów dla kliknięć? Prawnicy wskazują, że każda sprawa jest indywidualna, jednak ten wyrok wyznacza jasną linię między informowaniem o działaniach służb a nękaniem funkcjonariuszy. Warszawska policja nie komentuje szczegółów prywatnego procesu, ale w kuluarach mówi się, że coraz więcej funkcjonariuszy będzie korzystać z tej drogi, by chronić swój wizerunek przed nieuczciwymi praktykami w mediach społecznościowych.
