W skrócie
- Wicekomendant jednej z warszawskich jednostek został natychmiastowo odwołany ze stanowiska.
- Powodem decyzji była nocna kolizja, którą funkcjonariusz spowodował, będąc pod wpływem alkoholu.
- Sprawą zajmują się odpowiednie służby, a wobec oficera wszczęto procedury dyscyplinarne.
- Sytuacja wywołała falę oburzenia wśród mieszkańców stolicy i przełożonych mundurowego.
Spokojna noc w jednej z warszawskich dzielnic została przerwana przez zdarzenie, które rzuca cień na wizerunek stołecznej policji. Jak udało się ustalić, wicekomendant lokalnej jednostki uczestniczył w kolizji drogowej, po której okazało się, że prowadził pojazd w stanie nietrzeźwości. Informacja o incydencie dotarła do najwyższych władz w komendzie, co poskutkowało błyskawiczną reakcją personalną.
Do zdarzenia doszło w nocy z 22 na 23 kwietnia. Według wstępnych ustaleń, samochód prowadzony przez wysokiego rangą oficera zderzył się z innym autem na jednej z ulic w Warszawie. Na miejsce natychmiast wezwano patrol, który przeprowadził rutynowe badanie alkomatem. Wynik był jednoznaczny – mężczyzna siedzący za kierownicą znajdował się pod wyraźnym wpływem alkoholu, co w przypadku funkcjonariusza publicznego jest rażącym złamaniem zasad etyki zawodowej oraz prawa.
Natychmiastowe konsekwencje
Reakcja przełożonych była stanowcza i nie pozostawiała miejsca na wątpliwości. Jeszcze tego samego dnia podjęto decyzję o odwołaniu wicekomendanta z zajmowanego stanowiska. W policji panuje polityka „zero tolerancji” dla osób, które siadają za kółkiem po wypiciu alkoholu, a przypadek ten jest traktowany priorytetowo ze względu na pełnioną przez sprawcę funkcję kierowniczą. Wizerunek formacji, która na co dzień ściga nietrzeźwych kierowców, został w tym przypadku poważnie nadszarpnięty.
Obecnie wobec byłego już wicekomendanta prowadzone są czynności wyjaśniające, które mają na celu dokładne ustalenie przebiegu zdarzenia. Oprócz konsekwencji służbowych, mężczyźnie grozi odpowiedzialność karna przed sądem. Za kierowanie pojazdem w stanie nietrzeźwości oraz spowodowanie zagrożenia w ruchu drogowym, sprawcy grozi wysoka grzywna, zakaz prowadzenia pojazdów, a nawet kara pozbawienia wolności. Sprawa jest rozwojowa, a lokalne środowisko mundurowe z niepokojem oczekuje na finał postępowania dyscyplinarnego.
Mieszkańcy Warszawy, komentujący sprawę w mediach społecznościowych, nie kryją rozczarowania. Podkreślają, że od osób piastujących wysokie stanowiska w służbach mundurowych wymaga się znacznie wyższych standardów niż od przeciętnego obywatela. Władze policji zapewniają, że nie będzie taryfy ulgowej dla nikogo, kto łamie prawo w tak drastyczny sposób, bez względu na posiadane stopnie czy zajmowane dotychczas urzędy.
